Marcin „Wróbel” Wróblewski, właściciel restauracji 109 Za Rogiem – niezwykła restauracja, niezwykły właściciel!

0000

Marcin Wróblewski (dla przyjaciół “Wróbel”) to niezwykły restaurator. Swoje już w życiu przeżył, a jego bogata historia bez wątpienia miała gigantyczny wpływ na jego obecne życie. Marcin jest wielokrotnym mistrzem Polski w BMX, pisze piosenki, zjeździł pół świata, ma rodzinę, a teraz otworzył restaurację o oryginalnej nazwie109 Za Rogiem w piwnicy własnego domu. Wszystkie jego doświadczenia złożyły się na niesamowicie klimatyczne miejsce spotkań, gdzie można dobrze zjeść i porządnie odpocząć, a nawet posłuchać muzyki na żywo. 109 Za Rogiem jest prawdziwą perłą na poznańskiej mapie gastronomicznej. Jeśli wybieracie się w okolice Grunwaldu, serdecznie polecamy tam zajrzeć! A jeśli będziecie mieli szczęście, to może wpadniecie na samego Marcina, zawsze chętnego do rozmowy. Spotkaliśmy się z nim w ubiegłym tygodniu i zapytaliśmy, jaki wpływ miały jego osobiste doświadczenia na 109 Za Rogiem.

Fajnie, że udało nam się dziś umówić, 109 za Rogiem. Od kiedy działacie?

Też się cieszę. Działamy od stycznia 2016.

Ciężko was znaleźć. Chodzi mi o to, że jeżeli nie idzie się konkretnie pod wasz adres, łatwo was ominąć. Pewnie większość waszych klientów mieszka w okolicy?

Tak, najczęściej odwiedzają nas mieszkańcy Grunwaldu, choć na nasze steki przyjeżdżają ludzie z całego miasta. Chcemy być przede wszystkim sąsiedzką knajpką, ale jesteśmy otwarci na świat!

To świetne miejsce. Można powiedzieć — ukryty skarb. Powiedz, jak jest w 109 za rogiem? Podobno gracie muzykę na żywo?

Tak, staramy się organizować raz w miesiącu jakieś wydarzenie muzyczne. Tata jest bluesmanem, ma świetnych przyjaciół, więc łatwiej coś zorganizować. Chcemy stworzyć miejsce, do jakiego sami chętnie byśmy trafili. Takie w które nie spina, a rozpieszcza. Gdzie można dobrze i zdrowo zjeść, miło spędzić czas. Dodatkowo aranżacje wnętrz to ukochane hobby mojej mamy, także i ona wyraża się przez to miejsce. Jest to przedłużenie naszych pasji. Mamy nadzieję, że nasi goście to odczuwają.

0

Z reguły właściciele restauracji uwielbiają swoje lokale (przynajmniej większość z nich). Ale ciebie łączy z tym miejscem coś wyjątkowego. Co to takiego?

Przede wszystkim to miejsce, w którym się urodziłem. To mój rodzinny dom, który podobnie jak całą okolicę, znam jak własną kieszeń. Kocham go i czuję się w nim swobodnie. A moi przyjaciele z rowerów, którzy licznie się przez niego przewijali, mówili, że to dom w którym czas staje w miejscu. Można w nim odetchnąć.

Co skłoniło cię do otworzenia restauracji? Czy zawsze cię to interesowało?

Zawsze lubiłem gotować i dobrze zjeść. Myślę, że to świetna sprawa prowadzić miejsce, gdzie można pobudzić wiele zmysłów. Jednak interesowało mnie to jak wiele innych rzeczy. To miejsce powstało dość przypadkowo. Mówiąc szczerze, początkowo bardziej myślałem o mniej zobowiązującym food trucku z meksykańskim jedzeniem. Splot różnych wydarzeń przyniósł nam 109 Za Rogiem.

Czy prowadzisz restaurację samodzielnie czy korzystasz też z pomocy rodziny?

Sam nie dałbym rady. Rodzice stworzyli to miejsce, ja wraz z dziewczyną Martyną je prowadzę. Razem tworzymy jak to nazywam „radę nadzorczą” i wspólnie podejmujemy większość decyzji. Ich wkład jest ogromny. Mają też dużą wiedzę i trochę doświadczenia z gastronomii (tata prowadził kiedyś Meridian na Sołaczu i Gospodę Młyńskie Koło). Ja się wszystkiego uczę.

000000

Podobno odnosiłeś sukcesy w pewnym sporcie, ale musiałeś zrezygnować z powodu kontuzji. Czy to prawda?

Tak, jeździłem wyczynowo na BMX. Parę razy wygrałem Mistrzostwa Polski, miałem fajnych sponsorów. Kiedy skończyłem studia chciałem poświęcić przynajmniej 2-3 lata na życie w USA lub Australii. Już wcześniej dużo podróżowałem, w zasadzie zjechałem prawie całą Europę, poznałem mnóstwo ludzi, co pozwoliło by mi objechać z rowerem cały świat. Nawet gdyby nic poważnego z tego nie wyszło, to miałbym swoje wakacje marzeń. Niestety w kluczowym momencie zerwałem więzadła krzyżowe w kolanie. Dwukrotnie w ciągu dwóch lat.

0

Chyba każdy marzy o czymś takim. Podróż po Europie? Opowiedz nam o niej….

Podróżowałem w zasadzie przy każdej okazji. Co rusz wyjeżdżałem na 2-3 tygodnie, robiłem w domu pranie i leciałem dalej po 2 dniach. Warunki w Polsce były słabe, więc jeśli chciałem się rozwijać, musiałem wyjeżdżać. A że chciałem się rozwijać, to bez przerwy byłem poza domem. Pretekstów było mnóstwo. Wyjeżdżałem na zawody, na kręcenie filmów, na sesje sponsorskie, na organizowane tripy lub po prostu (a może przede wszystkim) by pojeździć w nowym miejscu z nowymi ludźmi. To ostatnie lubiłem najbardziej. I nie miało znaczenia, czy były pieniądze czy nie. Jak trzeba było to podróżowałem na stopa i spałem w skateparkach w zamian za jakąś pomoc na miejscu. Doznałem wtedy wiele dobra od innych ludzi, otworzyłem się na świat. W ten sposób zwiedziłem w zasadzie całą Europę, byłem też w Argentynie i USA. Jednak krócej niż wcześniej planowałem. Najpiękniejsze było to, że wszystko miało swój cel. Każdy wyjazd przynosił coś dobrego, nowe doświadczenia. Życie mocno doprawione.

Gdybyś miał wskazać jedno ULUBIONE danie ze swojego menu, to co by to było?

Trudna sprawa, wszystkim można się przejeść. Ale mamy pewien sposób na brukselkę, która uwielbiam. Dodajemy ją do steków lub łososia na puree z buraka. Przez ten dodatek oba dania smakują wyśmienicie. No i empanady wołowe. Ale miało być jedno? Już mówiłem, trudna sprawa.

Powodzenia w 109 za rogiem. Będziemy polecać to miejsce. Uważamy, że warto odwiedzać nowe, nieznane jeszcze miejsca, a ten lokal jest zdecydowanie na samym szczycie naszej listy takich lokali. Nie możemy się doczekać kolejnej wizyty. I na zakończenie — jak jednym zdaniem opisałbyś 109 za rogiem?

Knajpka jakich mało.


Polub nasz fanpage na Facebooku i przeczytaj więcej szczerych wywiadów.

Lubisz być na bieżąco ze wszystkim co dzieje się w Poznaniu? Zdobądź dostęp do newsów, kuponów rabatowych i innych atrakcji ściągając naszą aplikację mobilną Androida lub iphone

Reklamy